ANIA I STASIEK

with Brak komentarzy

Kilkanaście razy zaczynałam pisać ten post i kilkanaście razy zmieniałam jego treść. W końcu skasowałam całość i włączyłam dawno nie słyszaną płytę. W zamyśle miał to być post podsumowujący rok 2016, potem stwierdziłam, że napiszę od serca o moich przemyśleniach odnośnie fotografii, potem o moim projekcie Moments that matter, w końcu o Ani i Staśku.. i o miłości. I tak siedzę i patrzę w biały ekran edytora i myślę, czy to w ogóle robi różnicę czy napiszę dwa czy tysiąc słów?

Zastanawiasz mnie. Zastanawia mnie kim jesteś i czego szukasz w tym poście. Czy czytasz treści, czy słuchasz muzyki, którą załączyłam, czy tylko oglądasz zdjęcia. Czy przerzucasz na szybko ekran telefonu czy zatrzymujesz się na dłuższą chwilę.. Koniec roku to czas podsumowań i refleksji, ale w moim życiu ostatnio zadomowił się chaos, więc i post będzie chaotyczny. Łobuz sprawił, że mam kryzys twórczy. Wiem jednak, że z chaosu świat powstał, więc z nadzieją patrzę w 2017 rok :)

Kilka dni przed spotkaniem z Anią i Staśkiem, byłam na warsztatach u fotografa, którego cholernie cenię: za pomysł na siebie, za sposób w jaki sprzedaje swoją pasję i z jakim uśmiechem mówi o swej pracy. U zdolnego faceta, którego zdjęcia oglądam z ogromnym podziwem, a jego historie sprawiają, że często łzy mi płyną po policzkach. Wróciłam z tych warsztatów i.. nie wiem co dalej. Myślałam, że wrócę z kieszeniami pełnymi mobilizacji a wróciłam z workiem znaków zapytania. Nadszedł dla mnie czas postawienia sobie kilku ważnych pytań i uzyskania prawdziwych odpowiedzi. Postanowiłam więc dać sobie czas i spróbować wyrwać się z ram, które na siebie nałożyłam. Fotografie, które tu znajdziecie różnią się trochę od moich poprzednich. Pozwoliłam sobie na odrobinę inne spojrzenie i inną obróbkę. Dużo standardowych ujęć wyrzuciłam, zostawiłam kilka takich, których bym wcześniej nie zostawiła. Na nowo szukam siebie, bo chcę chyba się poczuć jak na początku mojej fotograficznej drogi – kiedy pojedyncze ujęcie mnie zachwycało i miałam frajdę z eksperymentowania. Nie byłam włożona w standardy i oczekiwania. Po to chyba też stworzyłam projekt Moments that matter.

Ania i Stasiek to jego pierwsi bohaterowie. Para z kilkuletnim stażem, która ślub wzięła rok temu. Marzył im się ślub w rustykalnym boho stylu, tylko dla nich, na łonie natury, z dala od zgiełku miejskiego. Ślub jednak wzięli rok temu w naszej olsztyńskiej sali usc, Ania była wtedy w zaawansowanej ciąży, więc bieganie po polach nie wchodziło w grę. Choć był to jeden z najpiękniejszych dni w życiu, pozostał pewien niedosyt, który postanowiliśmy zmieść na dobre. Pojechaliśmy przed siebie, w miejsce gdzie mogli być tylko we dwoje i na nowo nakładając sobie obrączki powiedzieć sobie kilka słów prosto z serca. Na naszym spotkaniu, w trakcie którego omawialiśmy szczegóły odnowienia ich przysięgi małżeńskiej, urzekli mnie swoją prawdziwością. Ania delikatnością i iskierkami w oczach gdy pomysł obrastał w detale, Stasiek poczuciem humoru i ciepłem w spojrzeniu, którym darzył te jej iskierki. Rozmawialiśmy o ich drodze, bardzo wyboistej momentami, o ich córeczkach, które stanowią ogromną część ich samych. Dzień sesji był wypełniony wieloma zwrotami akcji, przy dwójce absorbujących całą uwagę rodziców dziewczynek trudno o spokój i jakiekolwiek planowanie czegokolwiek ;) Postanowiłam więc płynąć z prądem i ukazać ich takich jakimi są, bez zbędnego koloryzowania i upiększania tego co widzę. Widziałam bowiem dojrzałe uczucie, parę prawdziwych ludzi i chwile, które się liczą.




Muzyka: Hayden Calnin – Cut Love ♥


 

error: